Czy bezpieczeństwo psychologiczne to tylko moda I dlaczego uważam że nie.

Czy bezpieczeństwo psychologiczne to tylko moda? I dlaczego uważam że nie.

Jest w tym pewien paradoks, który często pojawia się w rozmowach o pracy,  przywództwie i relacjach: skoro tak wielu ludzi dorastało w trudnych warunkach,  doświadczyło napięcia, braku wsparcia, a mimo to „wyszło na ludzi”, zrobiło kariery,  funkcjonuje — to po co dziś tak dużo mówić o bezpieczeństwie psychologicznym?  

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że to przesada. Że skoro „dało się przeżyć”, to może nie jest to aż tak potrzebne.  

Tylko, że przeżyć to nie to samo, co rozwinąć się.  

Wiele osób nauczyło się funkcjonować w warunkach, które wymagały ciągłej czujności,  dopasowywania się, tłumienia emocji czy unikania błędów za wszelką cenę. To są strategie adaptacyjne — niezwykle skuteczne w dzieciństwie czy w trudnym środowisku.  Problem w tym, że te same strategie, które kiedyś chroniły, w dorosłym życiu często  ograniczają.  

Człowiek, który nauczył się, że lepiej się nie wychylać, będzie unikał zabierania głosu.  Ten, który doświadczył krytyki zamiast wsparcia, może reagować defensywnie na  feedback.  

Ktoś, kto funkcjonował w chaosie, może mieć trudność z zaufaniem i oddawaniem  kontroli.  

Na zewnątrz widać kompetencje, doświadczenie, wyniki.  

Pod spodem często działa układ nerwowy, który nadal „zarządza przetrwaniem”, a nie  rozwojem.  

Bezpieczeństwo psychologiczne pozwala ludziom wyjść z trybu przetrwania. Bez niego  organizacje często nieświadomie odtwarzają znane wzorce: napięcie, ocenianie, brak  przestrzeni na błędy. To środowiska, w których ludzie działają, ale nie uczą się.  Wykonują zadania, ale nie wnoszą pełni swojego potencjału.  

Bezpieczeństwo psychologiczne czasami jest mylone z budowaniem atmosfery w której  jest łatwo, przyjemnie i bez konfliktów. Natomiast w rzeczywistości polega na tym, że  można:  

  • powiedzieć „nie wiem”  
  • zadać pytanie  
  • przyznać się do błędu 
  • zakwestionować pomysł 
  • pokazać niepewność 

Bez ryzyka upokorzenia czy odrzucenia.  

Dla osoby, która dorastała w warunkach braku bezpieczeństwa, to nie jest coś oczywistego. To jest często doświadczenie nowe — i regulujące. Układ nerwowy zaczyna  się uczyć, że nie każde napięcie oznacza zagrożenie. Że można być widzianym i nie  zostać za to ukaranym.  

I dopiero w takim stanie pojawia się przestrzeń na coś więcej niż przetrwanie:  na kreatywność, współpracę, odpowiedzialność, autentyczne zaangażowanie.  

Dlatego argument „ludzie przeżyli trudne rzeczy i sobie poradzili” jest w pewnym sensie  prawdziwy — ale niepełny. Tak, poradzili sobie, ale często ogromnym kosztem. I często  nie dzięki warunkom, tylko pomimo nich.  

Praca nad bezpieczeństwem psychologicznym to próba stworzenia środowisk, w których  kolejne pokolenia — i my sami — nie muszą już działać „pomimo”.  

Tylko mogą działać „dzięki”.  

To subtelna, ale fundamentalna różnica.

Podobne wpisy