Niejasne straty, proces żałoby i jak przez to przechodzić

Niejasne straty, proces żałoby i jak przez to przechodzić

„Niby jest prawie tak jak przedtem, ale jednak jest jakoś ciężko.“ , „Niczego nie można zaplanować”,  „Kiedy wreszcie moje dzieci zaczną normalną szkołę?”, „Chciałabym się wreszcie napić kawy przy stoliku, a nie w parku”. „Myślałem że po roku to będzie pozamiatane, a tu się nie zapowiada” „Nawet udało mi się wyjechać na tydzień, ale jednak ten wyjazd był jakiś stresujący”.

Wiele osób doświadczyło  w pandemii realnej straty: śmierci bliskich, utraty pracy, ale powyższe wypowiedzi można  usłyszeć również od osób, które nie zostały doświadczone tak ciężko, których życie mimo obostrzeń i nowej rutyny nadal funkcjonuje pozornie całkiem sprawnie.  Skąd więc ten ciężar?

Psychologia ma to specjalną nazwę ambiguous loss, co da się przetłumaczyć jako niejasną stratę. 

Niejasna strata, w odróżnieniu od straty oczywistej takiej jak utrata kogoś bliskiego, utrata pracy albo choroba, to strata która nie ma oczywistego kontekstu ani oczywistego zamknięcia

Pojęciem straty obejmujemy nie tylko ludzi. Tracimy ulubione miejsca, rytuały, powtarzalność niektórych zachowań, wspomnienia z którymi się wiążą, określony sposób życia który nas w pewnym stopniu definiował. 

Jeśli jesteśmy ekstrawertykami, niemożność spędzenia kilku swobodnych godzin w towarzystwie przyjaciół i znajomych to prawdziwa strata.  Jeśli dużo spełnienia dawało nam startowanie, kilka razy w roku, w  masowych imprezach sportowych, to z każdą odwołaną imprezą tracimy jakiś kawałeczek tożsamości. 

Naturalnym następstwem straty jest żałoba.  Problem w tym, że o ile te „realne” straty takie jak śmierć, rozwód, rozstanie dostarczają nam gotowych i sprawdzonych przez ludzkość rytuałów i wzorców zachowania ( np. dotyczących tego ile czasu powinno się opłakiwać stratę), o tyle straty psychologicznie, niejasne już niekoniecznie, mało, albo wręcz wcale. 

Dodatkowo, trudno jest nam dokładnie ubrać w słowa przeżywane doświadczenia,  często pojawiają się w nas sprzeczne, trudne do określenia uczucia.  Dlatego być może mówimy o tym, że jest „jakoś ogólnie ciężko” i to uczucie przytłoczenia, albo dużego spadku energii jest najzupełniej normalne.

O procesie przeżywania żałoby najwięcej napisała dr Elisabeth Kubler Ross i jej nazwiskiem wiąże się najczęściej tzw. krzywa żałoby, ale też krzywa zmiany. Etapy procesu przeżywania żałoby to: szok, zaprzeczenie, złość, negocjacje, depresja, stopniowa akceptacja, a niektórzy badacze dodają jeszcze etap przekształcania trudnych doświadczeń w sens. 

Poszczególne stany emocjonalne, od zaprzeczenia do akceptacji i szukania sensu, nie są liniowym procesem, nie przechodzimy przez nie w określonym tempie, a nawet kiedy wydawało się że przeszliśmy już do fazy akceptacji, kolejne decyzje o obostrzeniach, kolejne niepomyślne informacje, mogą sprawiać, że wrócimy i najczęściej wracamy do stanów emocjonalnych, które mieliśmy już nadzieję pożegnać. 

Co z tym wszystkim można zrobić? 

  • Nazywać uczucia których doświadczamy

Nazywanie uczuć wydaje się złotym środkiem pomiędzy całkowitym ich ignorowaniem, a nadmiernym ich roztrząsaniem i powracaniem do nich.  Zauważanie i nazywanie uczuć  i pozwalanie aby minęły, to jedna z najczęściej rekomendowanych praktyk „zarządzania tym co czujemy”. 

„Zauważam swoje napięcie i przygnębienie”, znaczy coś innego niż „jestem przygnębiona”.  To pierwsze mówi nam, że doświadczamy pewnych stanów emocjonalnych, to drugie, że się z nimi utożsamiamy. 

Samo nazwanie tego co czujemy i przez co przechodzimy przynosi ulgę i jest pierwszym krokiem w kierunku budowania zarówno samoświadomości jaki odporności psychicznej. 

  • Powracać do oddechu gdy uczucia nas przytłaczają

Gdy lęk pojawia się w wyniku nadmiernej konsumpcji mediów, albo rozmowy z kimś kto snuje tylko czarne scenariusze, to oprócz ograniczenia dawki przyjmowanych dziennie wiadomości, wracajmy do oddechu.  Spokojny oddech sprowadza nas łagodnie do „tu i teraz”, uruchamia nasz przywspółczulny układ nerwowy, który hamuje i koi reakcje pobudzenia.  Jest wiele rodzajów oddychania, jednym z najbardziej znanych i empirycznie sprawdzonych jest polecany przez Harvard „oddech kwadratowy”. Jego wykonanie jest proste i można je zrobić w każdych niemal okolicznościach. Polega na tym, aby siedząc z wyprostowanymi plecami wziąć wdech licząc do czterech, zatrzymać oddech licząc do czterech, zrobić wydech licząc do czterech i znów zatrzymać oddech licząc do czterech.  

A najprostszą wersją będzie wzięcie po prostu  kilku świadomych oddechów. 

  • Wspierać siebie zamiast siebie krytykować

Jedną z dziwniejszych tendencji ludzkiego umysłu jest krytykowanie siebie w chwilach kiedy jest nam ciężko.  Większość z nas robi to upatrując w takiej postawie efektu motywacyjnego.  Kultura, w której żyjemy, również nagradza postawy w których raczej  jesteśmy wobec siebie krytyczni niż wspierający („weź się w garść, inni mają gorzej”). Antidotum  jest traktowanie siebie z taką samą życzliwością, którą obdarzylibyśmy bliską sobie osobę. Może być to proste pytanie: „ Jak mogę dziś o siebie zadbać?”, może to być  kojący dotyk, zwłaszcza położenie sobie ręki na sercu, może to być przypomnienie sobie, że w tej trudnej sytuacji nie jesteśmy sami, że towarzyszą nam na tej drodze inni ludzi przeżywający podobne uczucia. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *